Jak Truls Wędrowniczek do Polski zawędrował

Magdalena Patrykiejew

Ta historia ma swój początek w Norwegii w latach 70-tych ubiegłego wieku. Wtedy to w hodowli norweskich kotów leśnych państwa Nylund urodził się pręgowany kocur z białymi łapami i białym gorsem, znany później jako Pan's Truls. Truls był prawdziwym przedstawicielem swej rasy - potężnych, muskularnych kotów o półdługim futrze, doskonale chroniącym przed zimnem i wilgocią, zawadiackich, rysich pędzelkach na uszach, pięknym ogonie, noszonym jak pióropusz, zabójczym spojrzeniu drapieżnika i słodkim charakterze kota domowego: arcydzieło natury, stworzone by przetrwać w surowych warunkach północnych lasów. W owych czasach toczyła się kampania o oficjalne uznanie rasy norweskich kotów leśnych przez międzynarodową federację felinologiczną FIFe i Truls był jednym ze sztandarowych argumentów zwolenników rasy. Tak sztandarowym i zachwycającym, że to właśnie na podstawie jego wyglądu opracowano pierwszy standard norweskiego kota leśnego, według którego oceniano koty tej rasy na wystawach. Stał się również inspiracją dla artysty: w 1987 duński rysownik Carl Erik Fugl wykonał grafikę na podstawie zdjęcia Trulsa. Grafikę powielono w 200 kopiach, z których każda została opatrzona numerem i sygnaturą autora. Kopie te trafiły do państwa Nylund, hodowców i właścicieli naszego bohatera, oraz do innych osób, blisko związanych z "norwegami", jak to się zwykło określać pobratymców Trulsa. Zawisły w wielu domach, przypominając o legendarnym kocie, którego większość z współcześnie hodowanych norweskich kotów leśnych ma w swoich rodowodach, i napawając swoich właścicieli słuszną dumą.

Los jednej z tych kopii okazał się być jednak znacznie bardziej burzliwy.

We wrześniu 2004 na listach dyskusyjnych poświęconych "norwegom" ukazała się informacja, że Norsk Skogkattring, norweski klub hodowców tych pięknych kotów, przekazał ostatnią dostępną kopię o numerze 97 pani Lorraine Twyman, zajmującej się między innymi organizowaniem "kocich" aukcji charytatywnych. Ta szczególna aukcja miała się odbywać w internecie, trwać przez miesiąc, a wylicytowana przez szczęśliwego zwycięzcę kwota miała zasilić konto dr Diane D. Addie, naukowca z Glasgow, prowadzącej badania nad śmiertelną chorobą - nad FIPem. Tego skrótu nie trzeba tłumaczyć miłośnikom kotów, niemal każdy z nas obawia się tego cichego i podstępnego mordercy, przed którym nie sposób skutecznie chronić naszych czworonożnych przyjaciół. A przynajmniej - jeszcze nie.

Za sprawą jednego z polskich hodowców norwegów, pani Anny Bociańskiej, informacja o aukcji dotarła również na internetowe forum dyskusyjne Klubu Hodowców i Miłośników NFO "AGNAR" (www.nfo.pl), no i się zaczęło... Kiedy padł pierwszy, nieśmiały pomysł, by klub AGNAR wziął udział w aukcji jako reprezentant Polski, nasze ambicje nie wykraczały poza zaznaczenie naszej obecności przez zwykły udział w licytacji. Jednak w miarę, jak pomysł nabierał rumieńców, nasza robocza "Kasa Trulsa" pęczniała coraz bardziej dzięki datkom osób odwiedzającym forum klubu: zarówno hodowców i właścicieli norwegów, jak i tych, którym bliska jest idea pomocy wszystkim kotom. W ten sposób uformował się bojowy zespół "AGNAR i Przyjaciele", który zaczął zuchwale myśleć już nie tylko o skromnym uczestnictwie w aukcji, lecz o wygranej! Wydawało się to jednak niełatwym zadaniem, bowiem nie tylko my mieliśmy chrapkę na ten łakomy kąsek: do gry włączyli się również Amerykanie, Szwedzi, Duńczycy, Belgowie, sami trudni przeciwnicy. Nie traciliśmy jednak nadziei, gorączkowo przeliczając nasze zapasy finansowe (aukcja była prowadzona w koronach norweskich), obgryzając nerwowo palce i ciesząc się jak dzieci, kiedy na stronie licytacji pod adresem http://www.norgeskaukatt.co.uk/auction.html przy najwyższej zgłoszonej kwocie pojawiało się słowo "Poland". Aż w końcu emocje sięgnęły zenitu 20 października, ostatniego dnia aukcji, która miała zakończyć się w nocy, punktualnie o godzinie 24 czasu GMT. Zebraliśmy się więc do finalnego "skoku", zacisnęliśmy kciuki i ruszyliśmy do boju. Trudno relacjonować te ostatnie godziny, dość powiedzieć, że w tym czasie zdążyliśmy pogrążyć się w smutku z bliskiej przegranej, tylko po to, by za chwilę znów odzyskać nadzieję, dzięki ludziom wielkiego serca, którzy hojną ręką dorzucili się do naszej kasy, pomimo tego, że niektórzy z nich nie mają nawet kota... I tak, targani emocjami, czając się i ukrywając skrzętnie naszą cudowną tajną broń przed oczami niepowołanych gości (tego dnia nasze forum stało się obiektem wyjątkowego zainteresowania internautów z USA i Belgii), dotrwaliśmy do samego końca. Tuż przed 2 w nocy naszego czasu wysłaliśmy nasze ostatnie słowo w wysokości 6950 koron norweskich do Lorraine Twyman i pozostało nam tylko czekać... I udało się! Trudno opisać nasze wzruszenie, kiedy otrzymaliśmy potwierdzenie, że polski Klub Hodowców i Miłośników NFO "AGNAR" przy wydatnej pomocy naszych cudownych przyjaciół stał się dumnym właścicielem kopii nr 97 grafiki przedstawiającej Trulsa. Tym dumniejszym dzięki świadomości, że nasz wspólny wysiłek choć trochę przyczyni się do walki z wirusowym zapaleniem otrzewnej i być może będzie miał swój udział w ocaleniu jakiegoś kociego życia. Jak w bajce, prawda?

Na tym jednak ta historia się nie kończy. Po chwilach wielkich wzruszeń nadszedł czas na prozaiczne działania: zebranie pieniędzy na koncie, wysłanie ich do Norwegii, na konto Norsk Skogkattring, który miał je przekazać do Glasgow, gdzie dr Addie już znalazła dla nich zastosowanie, wreszcie ustalenie czasu i miejsca przekazania naszego skarbu. Ku naszej wielkiej radości to wydarzenie miało miejsce podczas dorocznego spotkania hodowców norweskich kotów leśnych na wystawie światowej FIFe, w Wiedniu, 14 listopada. Delegacja klubu AGNAR i jego przyjaciół odebrała grafikę z rąk Iny Rebeki Selte, przedstawicielki Norsk Skogkattring. Już w momencie otrzymania gratulacji z tytułu wygranej od Lorraine Twyman zaczęliśmy się zastanawiać, jakim cudem obdzielić Trulsem naszą gromadkę licytujących. On jest jeden, nas - wielu, cóż więc zrobić, żebyśmy wszyscy mogli się nim nacieszyć? Decyzja mogła być tylko jedna: pozwolić Trulsowi wędrować dalej, jak na norwega przystało, ale pod mądrym nadzorem, strzegąc od niebezpieczeństw - zupełnie tak samo, jak każdy z nas postąpiłby ze swoim kotem. Przez ten rok - wyjątkowy z uwagi na piętnastą rocznicę hodowli norweskich kotów leśnych w Polsce - Truls Wędrowniczek będzie cieszył nasze oczy i nasze serca, a następnie, za pośrednictwem aukcji internetowej, tym razem organizowanej przez AGNAR i Przyjaciół, trafi do kolejnych zapaleńców, wspomagając przy tym swoich wszystkich futrzanych braci, tych nierasowych i tych o najszlachetniejszych rodowodach. Mamy nadzieję, że w ten sposób Truls będzie wędrował po świecie, jednocząc serca kociarzy i wspomagając fundusz na badania nad FIPem. W naszych sercach pozostawi trwały ślad w postaci "Kasy Trulsa", funduszu pomocowego dla tych mniej fortunnych przedstawicieli kociego rodu. Skromny początek został już zrobiony: klub AGNAR i Przyjaciele przekazali niewielką sumkę, którą udało się zaoszczędzić na kosztach przelewu do Norwegii, na konto Kacperka, kota chorego na białaczkę (chcesz pomóc Kacperkowi? Zajrzyj na stronę http://kacper.off-art.net/ i przeczytaj jego wzruszającą historię). Dołożymy wszelkich starań, by na tym się nie skończyło i by "Kasa Trulsa" działała prężnie z myślą o kotach potrzebujących wszelkiej pomocy, ku pamięci wspaniałego kocura, który żył w Norwegii. Przykład Trulsa i licytacji udowodnił nam, że siły naprawdę należy mierzyć na zamiary. Co wyjdzie dalej z tego mierzenia? Nie omieszkam zreferować za jakiś czas. CDN...

Jeśli chcesz wspomóc badania dr Diane D. Addie zajrzyj na jej stronę: http://www.dr-addie.com/ (mamy nadzieję, że już niedługo pojawi się jej polskojęzyczna wersja, opracowana we współpracy z klubem AGNAR)

 

Back to the top of the page