Dobór kotów do rozrodu

Roman Grabara, Karodok*PL

Do podzielenia się moimi przemyśleniami zmotywowała mnie wypowiedź hodowcy, który stwierdził iż w Polsce są dobre kocury, ale niestety kotki mają za krótkie głowy i to rzutuje na jakość potomstwa. Kociakom z pewnością jest wszystko jedno czy ma główkę trochę dłuższą, czy krótszą, ale niestety człowiek-hodowca jest innego zdania. Kojarząc parę kotów należy się zastanowić co chcemy osiągnąć pod względem kolorystycznym i cech pokroju. W genetyce cudów nie ma i dlatego krzyżując dwa czarne koty nie należy spodziewać się w miocie białego umaszczenia. Trudniejszą sprawą do przewidzenia jest dziedziczenie przez potomstwo samych dodatnich cech pokroju. Na mojej stronie internetowej można znaleźć wcześniejszą wypowiedź na temat dziedziczenia cech charakteru. Gdyby biologia kierowała się przewidywalnymi regułami sprawa byłaby bardzo prosta, a tak jest to wielce złożona materia, a jej efekt czasami bywa zaskakujący. Według mnie, najwłaściwszym posunięciem przy doborze pary jest skojarzenie dwóch poprawnie zbudowanych osobników. Jestem zwolennikiem weryfikacji kotów poprzez wystawy. Im więcej wystaw tym lepiej. Pamiętać jednak należy, ażeby do niektórych ocen sędziowskich nie przywiązywać znaczącej wagi. No cóż, sędzia jest tylko człowiekiem i jak to człowiek bywa omylny, a jego wyobrażenie rasy zgoła odmienne od naszego. Jednakże weryfikacja wystawowa jest wielce pożądana. Poza tym niezwykle ważne są rodowody rodziców. Na podstawie analizy zapisów można wyciągnąć wiele interesujących wniosków. Utytułowani przodkowie są gwarancją, że w przeszłości eksterier kotów został zweryfikowany przez różnych sędziów na wielu wystawach. W dobie swobodnego przepływu informacji można znaleźć na stronach internetowych zdjęcia babć, dziadków, pradziadków itd. Kojarząc dwa poprawnie zbudowane koty można się spodziewać udanego miotu. Jednak gdyby było to takie proste, to wszystkie kociaki byłyby super kotami. Piszę można się spodziewać, gdyż rzeczywistość bywa czasami dla nas okrutna. Bywa tak, że para do siebie genetycznie nie pasuje i w innych kojarzeniach daje lepsze efekty. Po jednym nieudanym miocie nie należy wyciągać pochopnych wniosków i nadal szukać odpowiedniego partnera/partnerki dla kota. Jest też tak, że dwa mioty po tych samych rodzicach bywają całkiem różne. Gdyby nie te niespodzianki hodowanie kotów byłoby łatwe i nudne, a tak cały czas zdążamy do celu jakim jest...No właśnie, hodowla bez celu jest quasi hodowlą. Szukając partnera dla naszego kota należy się zastanowić w jakim kierunku chcę podążać i do czego zmierzam. Należy zadać sobie pytanie czy jestem hodowcą (mam cele, do czegoś zmierzam), czy jestem tylko rozmnażaczem. Co do długości głowy. Z obowiązującego standardu wynika, że kot norweski leśny głowę ma mieć w kształcie trójkątna równobocznego. I według mnie tego się należy trzymać. Długa głowa ma już kształt trójkąta równoramiennego, a więc niezgodnego z opisem rasy. Niestety nie jest tak jak w matematyce, że głowa krótka plus głowa długa równa się głowa średnia. Część potomstwa będzie miało głowy krótkie a część długie. Nie można więc rozpaczać, że w naszym kraju kocury mają głowy długie a kotki krótkie. Takie stwierdzenie nie odzwierciedla rzeczywistości. Kotka zawsze będzie miała głowę drobniejszą od wyrośniętego kocura. Ostateczny kształt głowa osiągnie w wieku 2, 3 lat. Z pewnością lepiej jest, gdy kociak posiada dłuższą głowę, gdyż w czasie procesu rozrastania się jej wszerz, parametry się w przyszłości wyrównają. Dłuższą to nie znaczy szczupłą a długą. Niestety żadne przeczytane lub zasłyszane słowa nie zastąpią własnej obserwacji i praktyki hodowlanej.

 

Back to the top of the page